ostatnie wpisy ostatnio w galerii SZUKAJ



Szukajmy szczęścia w przyrodzie-fragment książki A.Klimuszki
Autor Wiadomość
Nadar Offline
Początkujący
**

Liczba postów: 19
Dołączył: 06.2012
Post: #1
Szukajmy szczęścia w przyrodzie-fragment książki A.Klimuszki
Demon dzisiejszej cywilizacji złamał równowagę w człowieku między jego rozumem a wolą, między nauką a sumieniem.
(Rabindranath Tagore)

Nadejdą czasy, kiedy nasza dumna cywilizacja w proch się rozsypie i ludne, tętniące życiem miasta zamienią się w cmentarzyska, które przykryje warstwa grubej ziemi, dzikim zielskiem zarosłej. I po tysiącach lat przyjdzie z centralnej Afryki czarnoskóry archeolog i pocznie na brzegach Sekwany wykopywać łopatą z ziemi potłuczone szczątki oraz fragmenty murów naszych dzisiejszych świątyń i pałaców Paryża, tej pysznej metropolii świata. Pochylony nad wydobytymi drobiazgami popadnie w zadumę i zacznie wysnuwać hipotezę o przebrzmiałej przed tysiącami lat nie znanej dla niego cywilizacji wymarłych pokoleń.
(Wizja przedstawiona w jednym z dzieł francuskiego myśliciela F. Bougauda)

Nam nie są potrzebne żadne przepowiednie o tragicznej przyszłości, jaka niepowstrzymanie do nas się zbliża. Wszystko wskazuje na to, żeśmy już wkroczyli w fazę początku końca naszej cywilizacji. Powstaje zatem pytanie – czy jest jeszcze ratunek?
I pytanie kolejne – skąd dla naszej cywilizacji przyjdzie widmo zagłady?
W ciągu minionych, prastarych okresów dziejów ludzkości pojawiały się wielkie cywilizacje, które przeżywały swój rozwój i swój upadek bądź powolny, bądź nagły. Przesuwa się przed naszymi oczyma korowód kultur i cywilizacji: Asyrii, Babilonii, Fenicji, Egiptu, Grecji i Rzymu. Wszystkie przeżyły się, znikły. Po niektórych z nich nie pozostało prawie żadnego śladu prócz ruin przykrytych warstwami ziemi.

Dlaczego tamte wielkie narody zniknęły z powierzchni ziemi, a ich kultura i cywilizacja wygasła? Prosta odpowiedź byłaby taka: każdy naród podlega tym samym prawom, co pojedyncza jednostka ludzka. Rodzi się, rozwija, starzeje i powoli lub nagle umiera. Tak jednak nie jest. Tylko pojedynczy człowiek umiera. Naród jest w zasadzie nieśmiertelny, chyba że zatraci swój instynkt samozachowawczy i stanie się samobójcą. Takie symptomy występują na podłożu rozkładu moralnego i ideowego danego narodu. Klasycznym tego przykładem jest starożytny Rzym. Upadek Rzymu dziś jeszcze zastanawia historyków i socjologów. Przecież imperium rzymskie reprezentowało wówczas najwyższą potęgę militarną, państwową, administracyjną i terytorialną. Wola Rzymu była prawem dla całego ówczesnego świata. I ten kolos, stojący u szczytu swej potęgi, runął pod naporem dzikich, stepowych hord. Tak się stać musiało. Błyszczał on bowiem na zewnątrz złotem, wewnątrz zaś był dotknięty rozkładem fizycznym i duchowym. Kiedy w roku 455 Wandalowie wkroczyli do stolicy imperium, nie napotkali żadnego oporu, miasta nikt nie bronił. Mężczyźni obojętnie przyglądali się barbarzyńcom, a kobiety z balkonów posyłały im uśmiechy. Miecze dzikich hord dobijały tylko ten nieuleczalnie chory moralnie naród.

Nasze dalsze istnienie zagrożone jest przez współczesną cywilizację. Jest ona bowiem najwyższą spośród wszystkich kultur i cywilizacji, jakie istniały w dziejach ludzkości, ale zarazem najsłabszą i najgroźniejszą. Opiera się bowiem na chwiejnych, pełnych sprzeczności podstawach.

Nasza cywilizacja jest nie tylko zbyt krucha, lecz wręcz ludobójcza. Każdy bowiem naród stojący na wyższym poziomie technicznym rozdyma u siebie molocha przemysłu, który pożera wszystko to, co warunkuje byt człowieka. Połyka glebę, lasy, dzikie zwierzęta, zatruwa wody, powietrze – słowem niszczy z pośpiechem naturalne, biologiczne środowisko, w którym człowiek jedynie może żyć. Jeśli zginie flora i fauna, musi zginąć i człowiek.

Współczesne narody rozwój techniczny wynoszą na piedestał kosztem biosfery ziemskiej oraz swojego zdrowia, można to porównać do obłąkańca, który buduje niedosiężną wieżę i kiedy mu zabrakło cegły do wydźwignięcia jej wzwyż, zaczyna wyjmować ją z fundamentu tejże wieży nie bacząc na to, że takim postępowaniem przyspieszy jej upadek.

Jeśli więc rozwój techniczny przebiegać będzie nadal w tym samym tempie, jak obecnie, a ludzkość nie znajdzie środków ochronnych przed żarłocznością dzisiejszej cywilizacji, to za lat najdalej 500 człowiek stanie się pewnie tylko unikatem z gablotki antropologicznego muzeum.

Tak tragiczne spojrzenie w przyszłość może być jedynie rezultatem starczego pesymizmu – krzykną optymiści upojeni postępem wynalazków i odkryć technicznych. Już teraz człowiek wylądował na Księżycu, a w najbliższej przyszłości może dotrze do gwiazd. Umysł ludzki opanuje cały świat i pozna wszystkie tajniki przyrody, przez co ludzkość stanie się szczęśliwa oraz niemalże nieśmiertelna. Już dziś medycyna przedłuża życie ludzkie o kilkanaście lat, a może wnet zlikwiduje się wszystkie choroby trapiące człowieka.

Entuzjastom głoszącym tezy o nieograniczonych możliwościach technicznych naszej cywilizacji, dzięki którym świat stanie się istnym rajem, wystarczy przeciwstawić nieco liczb. Weźmy dla przykładu USA. Jest to kraj o najwyższym uprzemysłowieniu i o wysokiej stopie życiowej jego mieszkańców, który – w pewnym uproszczeniu rzecz ujmując – można nazwać jednocześnie wielkim szpitalem.

Według danych instytucji ubezpieczeniowych tylko 23% Amerykanów jest całkowicie zdrowych. Dyrektor kliniki geriatrycznej w Nowym Jorku, dr Martin stwierdza, iż w USA zarejestrowano:
20 milionów osób cierpiących na choroby alergiczne,
16 milionów osób z psychozami i psychoneurozami,
5 milionów dzieci umysłowo niedorozwiniętych,
8,5 miliona chorych na wrzody żołądka i dwunastnicy,
Plagą Amerykanów stały się choroby nowotworowe. Rocznie umiera na nie w USA około 300 000 osób.

Nie mniejsze spustoszenie czyni współczesna cywilizacja w dziedzinie ducha ludzkiego. Człowiek odkrył ogrom tajemnic sił przyrody, wyzwolił z martwej materii straszliwe energie, rozpętał ruch gigantycznych machin, z każdym rokiem nowych, innych, niezwykłych.
Czy te fantastyczne zdobycze techniki przyniosły ludzkości upragnione szczęście? Człowiek dzisiejszy zaczyna nad rozpętanymi energiami tracić swoją władzę, zaczyna wypuszczać ze swoich rąk kierowniczy ster, zaczyna się bać machin. Materia uformowana ręką człowieka zaczyna nad nim górować. Człowiek stworzył mózg elektronowy, przed którym sam staje mocno zażenowany, gdyż ten sztuczny twór, w określonych warunkach, funkcjonuje sprawniej, szybciej i dokładniej aniżeli mózg istoty rozumnej, czyli człowieka. W ruchu i ryku maszyn oraz w labiryncie kombinacji wszelkich cudów techniki człowiek współczesny całkowicie się zagubił. Zatracił na dodatek swoje wewnętrzne „ja”, pogmatwał harmonię swego ducha, okaleczył swoją osobowość, stał się niewolniczą częścią składową mechanizmów materii. Zdobycze techniczne przysłoniły sobą wszelkie wartości duchowe, usunęły z nauki wiedzę humanistyczną, z życia- filozofię a samą naukę przekształciły w zawód zróżnicowany na niezliczone specjalności. W dobie obecnej horyzont myśli ludzkiej powszechnie zawęził się do małego odcinka pracy zawodowej. Codziennie obracamy się w szarzyźnie, jednostajności i monotonii. To wszystko zżera człowieka psychicznie i fizycznie.
Postępu technicznego, budowania fabryk, rozwijania przemysłu, powstawania dalszych wynalazków żadna już siła nie powstrzyma bez narażania ludzkości na katastrofalny wstrząs.

Trzeba więc szukać przynajmniej jakiegoś sposobu wyjścia z błędnego koła.

Pozwoliłem sobie przytoczyć fragment książki o. Andrzeja Cz. Klimuszki
Pt. „ Szukajmy szczęścia w przyrodzie” napisanej kilkadziesiąt lat temu (50?). Zawarte w niej słowa w dzisiejszych czasach są tak prorocze, jedynie o. Klimuszko w swej przepowiedni okazał się zbyt optymistyczny dając nam 500 lat.
Jak dowodzą analizy tak naprawdę przy obecnym tempie degradacji środowiska naturalnego naszej planety zostało nam zaledwie kilkadziesiąt lat jeśli niczego nie zrobimy.
06.06.2012 09:24
Wpisy użytkownika Cytuj"





Kontakt  współpraca  Wersja bez grafiki  RSS